Dojechalimy do Meksyku!!!

Dziennik wyprawy – dzień 151 do dzień 155

Jeszcze pod osłoną nocy rozpoczęliśmy naszą wyprawę po ostatnie pieczątki wjazdowe w naszych paszportach – kierunek Meksyk! Wbrew temu, co wszyscy mówio i piszo na ulicach, i w Internetach my uparliśmy się, że granice robimy na własną rękę transportem kombinowanym. Zaoszczędzimy przy tym kupę kasy, którą przecież milej spożytkować na jakiś zimny trunek, na planowanej na ostatni tydzień plaży. Mocno napociliśmy się więc, żeby możliwie najlepiej przygotować się do przeprawy z Gwatemali do Meksyku. Po kilku godzinach penetrowania Internetów, marszu w tą i z powrotem na miejscowy dworzec PKS, spytek i wypytek jakiś randomów na ulicy, mogliśmy śmiało stanąć w obronie tezy, że przyrost wiedzy nie jest wprost proporcjonalny do spędzonego na jej pochłanianie czasu. Read More

Reklamy

Piraci z Karaibów i bliskie spotkanie trzeciego stopnia z Majami

Dziennik wyprawy – dzień 146 do dzień 150

Następny przystanek Rio Dulce! No dobra, tylko jakby tam się dostać. Oczywiście są drogie shuttle busy, więc postanowiliśmy spróbować coś zaoszczędzić na własną rękę. Schody po drodze do zamierzonego celu zaczęły się już w samym hostelu w Semuc Champey. Otóż nie ma tańszej opcji wydostania się z Semuc i z Lanquina, niż wziąć shuttla co najmniej do Cobanu. Już w hostelu próbowaliśmy się wypytać, zarówno obsługi, jak i napotkanych przechodniów i innych turystów (wszystkie możliwe dostępne opcje) jakby tam dojechać. Wszędzie słyszeliśmy tylko, że innej opcji nie ma Read More

Dwa gringosy w Gwatemali

Dziennik wyprawy – dzień 142 do dzień 145

Naszą podróż do Gwatemali rozpoczęliśmy pod osłoną nocy. O 2 rano nasz dedykowany busik wyruszył wypełniony z León, przez Honduras i El Salvador do Antigua Gwatemala – niegdysiejszej stolicy państwa, która popadłszy w ruinę została porzucona przez pierwotnych mieszkańców na rzecz Gwatemala City.

Jeszcze trochę zawiedzeni sobą, że porzuciliśmy plany przeprawy przez Honduras na własną rękę, bezpardonowo uderzyliśmy w kimonko, zaraz po zapakowaniu się do busika. Niech Was nie zwiedzie turystyczny charakter przeprawy Read More

Pierwsza odsłona Ameryki Centralnej – Nikaragua

Dziennik wyprawy – dzień 136 do dzień 141

Jak już wspominałem do Nikaragui, a konkretniej do Granady, dotarliśmy wczesnym rankiem po maratonie statko-autobusowym. Wszystkie dotychczas napotkane na naszej trasie osoby, które podróżowały z północy na południe zachwalały nam Nikaraguę, jaka jest tania i generalnie fajna. Taki też obraz tego państwa stworzyliśmy sobie w swoich głowach, toteż wreszcie mieliśmy odczuć ogromną ulgę dla naszego budżetu, kompletnie zrujnowanego przeprawą międzykontynentalną. Aż szkoda, że nie uchwyciliśmy na zdjęciu naszego wyrazu zdziwienia na twarzy, gdy po pierwszych paru hostelach, wyglądających zresztą dość spelunowanto, Read More

Gdzie leży raj? Na granicy Kolumbii z Panamą! – Bajeczne wyspy San Blas…

Dziennik wyprawy – dzień 130 do dzień 135

Ostatni spacerek po Kartagenie, jakaś szybka szamka i byliśmy gotowi do, jak to nam sprzedano, „najbardziej spektakularnego doświadczenia naszego życia”. Póki co, to niemal dostaliśmy zawału rozstawiając się z workami złota, jakie od nas zainkasowano za ten transfer. Nie było innego wyjścia (nie mieliśmy zarezerwowanych biletów na pół roku w przód, więc lot odpadał), lepiej niech ten rejs nas nie zawiedzie i faktycznie będzie tego wart!

Dwa dni wcześniej mieliśmy spotkanie z naszym kapitanem Dingo w jednym z kartageńskich hosteli. Jesteśmy już przyzwyczajeni do „kolumbijskiego serwisu”, Read More

Kartagena – ostatni przystanek w Ameryce Południowej

Dziennik wyprawy – dzień 127 do dzień 130

Po powrocie z treku do Zaginionego Miasta uznaliśmy, że zasłużyliśmy na kilka dni byczenia się na plaży w Tagandze. Tym bardziej, że decyzji o naszej błogiej rekonwalescencji sprzyjała późniejsza niż pierwotnie zakładaliśmy data rejsu do Panamy. Niestety, albo właśnie jak się później okazało bardzo stety, w naszym fajnym hostelu, gdzie ulokowaliśmy swoje tyłeczki przed przygodą w Ciudad Perdida, nie było dla nas miejsca. Szybka akcja poszukiwawcza nowego lokum zaowocowała całkiem spoko pokojem w naszym „prywatnym” Read More

Zaginione Miasto Indian Tayrona

Dziennik wyprawy – dzień 123 do dzień 127

Czterodniowy trek na Ciudad Perdida (Zaginione Miasto) planowaliśmy już od Ekwadoru. W końcu co może być lepszego dla zagubionychpowszeczasy od Zaginionego Miasta?  Wszyscy polecali, że przyroda piękna, a przygoda wspaniała. Rozpasania tyłka na karaibskiej plaży przyszedł kres. Należało się też pożegnać z przepysznymi kurczakami i krówkami prosto z rusztu Don Jimmy’ego. Zarezerwowaliśmy więc wycieczkę w lokalnym biurze za zawrotną kwotę 680.000 Pesos (innej opcji nie ma! do parku nie można wchodzić bez przewodnika) i według znanego nam już drylu spakowaliśmy się w jeden plecak na te parę dni. Oczywiście przy każdym treku nie jednodniowym Sieka przypomina mi, ze swoją „wrodzoną uprzejmością i spokojem ducha”, jak to ona miała rację, panikując, i wymachując Read More

Przypiekanie z dwóch stron – grill w San Gil i wrota Karaibów

Dziennik wyprawy – dzień 118 do dzień 122

Po mieszczuchowaniu w dużych, tłocznych, budynkowych dżunglach zapragnęliśmy jeszcze raz rozruszać nasze cztery literki. Po szybkiej rozmowie z wujkiem Google zdecydowaliśmy więc, że następną naszą destynacją będzie San Gil. Teoretycznie to ta właśnie mieścina jest kolumbijską stolicą rozrywki aktywnej ze sportami nazwijmy to ekstremalnymi w tle. My jednak za cel wybraliśmy sobie 2-dniowy trek pomiędzy kolonialnymi wioseczkami zakończony kanionem Chicamocha. Z opisów miało być malowniczo i całkiem przyjemnie. Szczególnie, że pierwszy etap maszerowania miał być po historycznej Camino Real. Read More

Narkotykowy feniks – Medellin

Dziennik wyprawy – dzień 113 do dzień 117

Nocny z Bogoty dał nam w kość. Niestety, dobre (a właściwie, niesamowicie wygodne) autobusy skończyły się na granicy z Peru i czas do tego przywyknąć. Trudno.

Wylądowaliśmy więc w Medellin, mieście trzymanym niegdyś w garści przez Pablo Escobara, najsławniejszego chyba lorda narkotykowego na świecie i jego kartelu. Jeszcze kilka lat temu to miasto znajdowało się na samym szczycie listy najniebezpieczniejszych miast świata. Każdy gringo decydując się na wizytę w tym mieście narażał się na porwanie dla okupu albo co najmniej na pewne obicie mordy i ograbienie. Czasy jednak się zmieniają. Read More

Bogota, czyli solna katedra i kupa złota

Dziennik wyprawy – dzień 110 do dzień 112

Po kawowych naukach i degustacjach wyruszyliśmy wprost na podbój stolicy Kolumbii – azymut Bogota!

Na bogotański dworzec autobusowy zajechaliśmy porą wieczorową. Tym razem mając na uwadze to, że Bogota to całkiem spore miasto (ponad 7 mln mieszkańców), hostel zabookowaliśmy sobie wcześniej, żeby nie być zgubienipowszeczasy! W małym mieście to można sobie jeszcze pochodzić od drzwi do drzwi, ale w stolicach Read More